Książek z gatunku fantasy jest cała masa i prawdopodobnie są to jedne z najtrudniejszych do oceny pozycji. Wyobraźnia autorów zdaje się nie mieć granic, stąd do życia powołane zostają całe rzesze nowych, nieopisanych postaci. Otwierają się przed nami nieprzebyte przestrzenie, wydarzają się sytuacje nierealne, a zgłębianie każdej kolejnej książki dowodzi, że jednak coś może nas jeszcze zaskoczyć. Czy tym samym, można wskazać fantasy lepsze lub gorsze? Subiektywnej oceny dokonujemy przecież jedynie na podstawie własnych upodobań, a przecież nikt nie mógł przewidzieć, że od trolli, czy wrednych czarnoksiężników bardziej kręcą nas wróżki czy elfy;)

Pomijając podobne rozważania musimy jednak przyznać, że pozycje z gatunku fantasy podobnie jak ze wszystkich innych, najczęściej wybieramy zachęceni dobrze widoczną reklamą lub znanym nazwiskiem autora. Niestety w ten sposób omija nas naprawdę dobra zabawa, więc warto poszperać troszkę dalej.

„Sen Henny” zaskoczył mnie bardzo pozytywnie, choć oczywiście nie stawiałam książce żadnych wymagań. Po pierwsze już od pierwszych stron nie zaatakowała mnie rozbudowana fabuła, w którą wplatano rzesze postaci. Autor stopniowo wprowadza czytelnika w głąb, dzięki czemu czujemy się w pełni zorientowani. Zresztą nim bez reszty wnikniemy w treść zapoznamy się z kolejnymi bohaterami, którzy zostali wymienieni, pokrótce opisani (kim i skąd są), i przypisani do konkretnej grupy.

To tak troszkę jak wymienienie obsady przed rozpoczęciem filmu, czy aktorów, którzy grają w sztuce. Kolejny nieoceniony dodatek to ilustracja, która obrazuje Kontynent Henny, dzięki czemu na pewno się nie pogubimy. To zmyślne wprowadzenie naprawdę zasługuje na pochwałę, ponieważ bogatą treść zgłębiamy jako ”zorientowani”, dzięki czemu nie padają pytania: kto to,  skąd, o co chodzi?, a takie niestety przy fantastyce zdążają się dość często.

Fantastycznie, że „Sen Henny” rozpoczyna się również od przytoczenia legendy, która zarysowuje nam dawne dzieje. Oczywiście legenda to tylko legenda ale w każdej kryje się ziarnko prawdy…

Niewielki cytat w tym miejscu na pewno nie będzie nietaktem:

„.. nadejdzie dzień, gdy władza znowu skupi się w rękach jednego króla, który doprowadzi do zgody narodów i zapewni dobrobyt tej krainie. Byli tacy, którym wydawało się, że to oni będą wypełniali to proroctwo. Wszyscy jak dotąd się mylili…”

Jak dla mnie i myślę, że nie tylko dla mnie iście bajecznie. Zaczyna rodzić się ciekawość i przeczucie, że prawdopodobnie już niebawem przekonamy się, czy pojawią się kolejni wierzący w misje wypełnienia proroctwa?

Bądźmy pewni pojawią się, a wraz z nimi o wiele więcej. Oczywiście „Sen Henny” każdy przeczytać musi sam, ale na zachętę warto powiedzieć, że autor- Arthur Wells naprawdę świetnie się spisał. Postać syna hrabiego Cisona, który dołącza do grona elitarnych wojowników kontynentu Henny, Czarnego Zakonu, dosłownie magnetyzuje. Bohater ten staje się nieśmiertelny, niestety w zamian wyzuty z uczuć. I tu przewrotny los namiesza, bo postawi na jego drodze kobietę, która spróbuje zrobić wszystko, by na nowo otworzyć jego serce. Fantastyczny romantyzm w pełnym tego słowa znaczeniu, choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że akurat ta historia najbardziej może przypaść do gustu Paniom.

Nie ma obaw Panowie także się nie rozczarują, bo walka o władze zawsze powołuje do życia nieciekawe typy, a tu będzie ich naprawdę sporo i każdy ma na uwadze swój własny cel.(Uwaga pozycję spokojnie może czytać również młodzież)

„Sen Henny” pozwala śnic z otwartymi oczami i gwarantuje, że nie będziemy chcieli się obudzić!

Więcej:

http://nastek.pl/forum/viewtopic.php?p=1150894

http://forum.gazeta.pl/forum/w,139,160482832,160482832,Sen_Henny.html

http://wirtualnywydawca.pl/2016/02/sen-henny-poleca-wydawnictwo-psychoskok/